Kuryer Dworski

Kuryer Dworski Porzućcie wszelką nadzieję na smutek Ci, którzy tu zajrzeliście.

SEKHEM – Kruki nad RapąTa opowieść zaczęła kiełkować na długo przed moją ostatnią wyprawą na Warmię i Mazury. Od pewnego...
30/05/2026

SEKHEM – Kruki nad Rapą

Ta opowieść zaczęła kiełkować na długo przed moją ostatnią wyprawą na Warmię i Mazury. Od pewnego czasu wracałem myślami do Rapy, jej piramidy, okolicznych legend i pytań, na które historia wciąż nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Pomysł dojrzewał powoli, obrastał kolejnymi notatkami i wyobrażeniami, lecz dopiero stojąc przed piramidą, dotykając dłonią jej wilgotnych kamieni i wsłuchując się w ciszę otaczającego ją lasu, poczułem, że znalazłem właściwy ton dla tej historii. Nie była to już tylko legenda ani literacki szkic. Było w tym miejscu coś, co trudno opisać słowami, a co doskonale rozumie każdy, kto choć raz trafił do miejsca sprawiającego wrażenie starszego od własnej historii.

W pobliżu Rapy znajduje się również dwór w Mieduniszkach, miejsce równie piękne, co naznaczone upływem czasu. To właśnie krajobraz tej części Mazur, wilgotne lasy, zapomniane drogi i opowieści krążące pomiędzy ruinami stały się tłem dla historii, w której granica pomiędzy pamięcią, snem i rzeczywistością zaczyna się niebezpiecznie zacierać.

SEKHEM dojrzewało długo. Rosło wraz z kolejnymi kilometrami mazurskich dróg, fotografiami opuszczonych miejsc, rozmowami o lokalnych podaniach i pytaniami, na które historia nie pozostawiła jednoznacznych odpowiedzi. Jest w tej opowieści echo dawnych wierzeń, cień egipskich tajemnic, szelest kruczych skrzydeł i niepokojące przekonanie, że niektóre miejsca pamiętają więcej, niż powinny.

Zapraszam do Czytelni Kuryera Dworskiego.
https://kuryerdworski.pl/index.php/sekhem-kruki-nad-rapa/

A jeśli zamierzacie rozpocząć lekturę po zmroku, pamiętajcie, że sami prosicie się o kłopoty. Jakby co, ostrzegałem. Kruki również. 🦅

Totenbaum – Drzewo Umarłych to pierwsza opowieść, jaka narodziła się po mojej ostatniej wyprawie na Warmię i Mazury. Poś...
18/05/2026

Totenbaum – Drzewo Umarłych to pierwsza opowieść, jaka narodziła się po mojej ostatniej wyprawie na Warmię i Mazury. Pośród mgieł, ruin dawnych pałaców i starych drzew łatwo uwierzyć, że nie wszystkie historie naprawdę umarły.

Być może część z Was odniesie wrażenie, że już kiedyś słyszała ten szept. I będzie to prawda. Opowiadanie pochodzi ze zbioru „Cicha kobieta – opowieści pałacowe” ( https://kuryerdworski.pl/index.php/cicha-kobieta-opowiesci-palacowe/ ), lecz tym razem wraca w nowej, rozbudowanej i mroczniejszej odsłonie. Zostało na nowo zredagowane, dopisane i zanurzone jeszcze głębiej w atmosferze dawnego Dönhoffstädt.

To opowieść o pamięci silniejszej od czasu, o ruinach, które wciąż potrafią przemawiać, i o cieniu starego dębu, pod którym coś nadal czeka pośród mgieł.

Zapraszam do Czytelni.
https://kuryerdworski.pl/index.php/totenbaum-drzewo-umarlych/

Jedenaście albumów i jedna książka to nie jest katalog produktów. To raczej ślad po ćwierćwieczu wędrówek, po tysiącach ...
26/04/2026

Jedenaście albumów i jedna książka to nie jest katalog produktów. To raczej ślad po ćwierćwieczu wędrówek, po tysiącach kilometrów przejechanych rowerem przez Polskę i miejsca leżące tuż za jej granicami. Po drogach pokonywanych z przyjaciółmi i po tych samotnych, kiedy człowiek zostaje sam ze zmęczeniem, bólem, ciszą i własnymi myślami.

Nie wiem, ile jeszcze takich dróg przede mną. Być może jutro znów wsiądę na rower i pojadę dalej. Być może już nie. Człowiek z wiekiem coraz ostrożniej składa obietnice, nawet samemu sobie.

Dlatego te albumy są dla mnie czymś więcej niż ładnie wydanymi fotografiami. To zapis czasu, którego już nie będzie, miejsc, które się zmieniły, i spojrzeń, których nie da się powtórzyć. Za papierem, klejem i kolorową farbą drukarską stoi moje życie, mój pot, mój zachwyt i ta część duszy, którą próbowałem zostawić na ścieżkach.

Jeśli ktoś zechce mieć jeden z tych albumów, zapraszam.
Póki jeszcze są. I póki ich autor jeszcze jest po tej stronie drogi.

👉 https://kuryerdworski.pl/index.php/albumy/

Podlasie zawsze było dla mnie czymś więcej niż miejscem na mapie.Trochę krainą z pogranicza — nie tylko geograficznego, ...
25/04/2026

Podlasie zawsze było dla mnie czymś więcej niż miejscem na mapie.
Trochę krainą z pogranicza — nie tylko geograficznego, ale też tego, co zostaje w pamięci.

Kilka lat temu powstał album
„Spacer po podlaskich zakamarkach”

To zapis drogi przez miejsca znane i te stojące trochę z boku.
Z ich historiami, ciszą i tym, co nie zawsze widać na pierwszy rzut oka.

Można go już zobaczyć na stronie Kuryera Dworskiego:

👉 https://kuryerdworski.pl/index.php/spacer-po-podlaskich-zakamarkach/

Achtung, achtung, wnimanie, wnimanie… Uwaga, Szanowni Państwo.Po długim czasie, naprawdę długim, udało mi się uruchomić ...
23/04/2026

Achtung, achtung, wnimanie, wnimanie… Uwaga, Szanowni Państwo.

Po długim czasie, naprawdę długim, udało mi się uruchomić stronę Kuryera Dworskiego.
Nie jestem informatykiem ani twórcą witryn, więc tym bardziej mam z tego satysfakcję.

Po co ta strona?
Chyba po to, żeby w jednym miejscu zebrać to, co przez lata powstawało — albumy, książkę, a może z czasem kolejne.

Jak mówią spece od marketingu — żeby zbudować markę.
Nie na tanich obrazkach, ale na tym, co mogę pokazać bez obnażania ciała, a jedynie… duszy.

Na tekstach, które dojrzewały razem ze mną.
Od lekkich form, przez romanse, aż po mroczne opowieści i trudne wybory.

Jeśli więc będzie mnie tu trochę mniej, to znaczy, że więcej znajdziecie tam.

👉 https://kuryerdworski.pl

Zapraszam.

Drodzy Czytelnicy, Drodzy Znajomi,Wielkanoc to święto nadziei. Nie tej łatwej, wypowiadanej na pocieszenie i odruchowo, ...
03/04/2026

Drodzy Czytelnicy, Drodzy Znajomi,
Wielkanoc to święto nadziei. Nie tej łatwej, wypowiadanej na pocieszenie i odruchowo, lecz tej prawdziwej, która rodzi się pośród bólu, ciszy, zmęczenia, prób odnalezienia w sobie siły i zmagań z codziennymi troskami.
Życzę Wam, aby te Święta przyniosły właśnie taką nadzieję. Niech w Waszym życiu nie zabraknie światła, spokoju i ludzi, przy których łatwiej oddychać, myśleć i po prostu być.
Niech Zmartwychwstanie Pańskie umacnia serca i przypomina, że nawet po najdłuższej nocy może nadejść poranek.
Spokojnych i zdrowych Świąt Wielkanocnych życzy
Krzysztof Raducha i redakcja Kuryera Dworskiego

Drodzy Czytelnicy Kuryera Dworskiego,Z okazji Walentynek życzymy Wam uczuć stabilnych jak fundamenty dawnego dworu i mni...
14/02/2026

Drodzy Czytelnicy Kuryera Dworskiego,
Z okazji Walentynek życzymy Wam uczuć stabilnych jak fundamenty dawnego dworu i mniej burzliwych niż romanse opisywane w naszych opowieściach. Niech miłość, jeśli już się pojawia, nie wymaga przypisów ani sprostowań w kolejnym numerze.
Życzymy Wam serc odważnych, ale i rozsądnych. Uniesień, które nie kończą się koniecznością szybkiej ewakuacji do szafy czy skoku przez okno, pojedynkiem o świcie ani długiej korespondencji z kancelarią prawną.
A jeśli dziś ktoś spojrzy na Was, to niech to będzie wzrok życzliwy, szczery i pełen czułości. Jeśli nie czujecie, że miłość nie jest już dla Was, to niech to będzie dzień pełen radosnych i niewymuszonych uśmiechów.
Z redakcyjnym uśmiechem i dystansem do wszystkiego, co zbyt patetyczne — życzymy Wam dnia ludzi chwilowo szczęśliwych.

Książka „Wojsko w miasteczku. Na przykładzie K**ka w latach 1817–1830” Justyny Jarosz-Romaniec to opowieść o Polsce, któ...
07/01/2026

Książka „Wojsko w miasteczku. Na przykładzie K**ka w latach 1817–1830” Justyny Jarosz-Romaniec to opowieść o Polsce, której nikt nie uczy w szkołach. O Polsce z czasów, gdy po Napoleonie pozostały tylko wspomnienia i chociaż mundur polski wciąż nosił jednogłowego orła w koronie, to rozkazy płynęły z Petersburga. To nie praca naukowa, nie rozprawa o strategii i polityce — to raczej reporterska wyprawa w głąb małego miasteczka, w którym historia była codziennością, a codzienność historią. Autorka, z wykształcenia archeolog, z zamiłowania archiwistka z duszą romantyczki, pokazuje, że prowincja też ma swoje legendy, a w garnizonie K**ka tlił się duch całego Królestwa Polskiego.
Już we wstępie Jarosz-Romaniec przyznaje, że uwielbia Jane Austen, mimo że jest jej daleko, do jej stylu — to właśnie ona jest jej patronką duchową. W podobny sposób, jak angielska pisarka obserwowała swoje panny Bennet i oficerów Wickhamów, tak nasza pasjonatka K**ka tropi losy redemptorysty Monety, burmistrza Pacławskiego i sierżanta Glińskiego. Jej K**k to nie tło do bitew, lecz mała scena, na której rozgrywają się codzienne dramaty: zazdrość, kariera, romanse, przekręty i pożary. W świecie, gdzie większość historii pisze się wielkimi literami, ona pisze małymi, z czułością i dociekliwością.
Pierwsze rozdziały stanowią swoisty wstęp metodologiczny, ale utrzymany w tonie gawędy. Autorka wyjaśnia w przystępny sposób rzeczy wiadome naukowcom, ale zwykłym zjadaczom chleba niezbyt, niezbyt już oczywiste. Tłumaczy, że wiedzę o dawnych mieszkańcach można dziś pozyskać z metryk, zapisków sądowych i ... rachunków miejskich. Z pasją opowiada o żmudnej pracy w archiwach, o tym, jak wyłuskiwała nazwiska z pożółkłych kart, jak tropiła losy żołnierzy, ich żon, dzieci i służby. To, co dla naukowca byłoby przypisem, dla niej staje się punktem wyjścia do historii człowieka. Z jej opowieści przebija ton zaangażowania i lekka ironia wobec archiwalnego chaosu: „Rajcy koccy zapisywali jak najmniej, bo im mniej zapisane, tym mniej problemów z przełożonymi”. Bo czyż nie jest odwieczną prawdą, że co oko (zwierzchności) nie widzi, to serce nie boli?
Autorka przybliża tło epoki: czasy po Kongresie Wiedeńskim, gdy Królestwo Polskie stało się formalnie autonomicznym, a faktycznie podporządkowanym Rosji tworem quasi państwowym. To okres, w którym z jednej strony kształtowała się nowoczesna administracja, a z drugiej — powstawały lokalne absurdy. K**k, położony między Lublinem a Wilnem, jawi się jako typowe miasteczko pogranicza: z rynkiem, karczmą, kościołem i pałacem, w którym rezydowali d’Anstettowie, rosyjscy dygnitarze i — jak pisze autorka z przekąsem — „najwyższy rangą szpieg w okolicy”.
Opis pałacu i jego mieszkańców to przykład jej stylu: skrupulatność połączona z anegdotą. Poznajemy kucharki, ogrodników, lokajów, a także notariusza zamieszanego w finansowe przekręty. W tej mikroskali odbija się cała ówczesna Polska — kraj między pokracznym dostojeństwem a drobnym swojskim oszustwem. Autorka niczym przewodnik prowadzi nas na rynek z ratuszem, który wkrótce zostanie wynajęty wojsku, ze studniami, brukiem i karczmą, gdzie toczy się prawdziwe życie. Opisuje plebanię, na której toczy się intryga rodem z powieści, o zazdrości, o zemście i urażonych ambicjach wikariusza.
Jednak główną sceną książki pozostaje magistrat z burmistrzem Stefanem Pacławskim. To postać barwna jak z satyry Gogola. Wolnomularz, urzędnik i oszust w jednym. Autorka kreśli jego portret z wyraźną sympatią do ludzkich słabości — jakby w każdej epoce potrzebny był ktoś, kto „potrafi wszystko załatwić”. Pacławski, dwie żony i kilka afer — oto lokalny teatr w miniaturze. Towarzyszą mu radni, którzy zamiast rządzić, raczej „konsultują się przy kieliszku”. Z takim tłem administracyjnym nawet najsprawniejszy garnizon musiał mieć kłopoty.
Kolejne rozdziały tworzą socjologiczny fresk mieszkańców K**ka według zawodów i pochodzenia — zegarmistrzów, złotników, karczmarzy. Tutejszych chłopów i Żydów. Każdy pojawia się z nazwiskiem, życiorysem, czasem nawet z charakterem. To nie statystyka, lecz panorama miasteczka, które tętniło codziennością. Które pachniało estymą i nad którym unosił się swojski smrodek. Justyna Jarosz — Romaniec pisze o sporach, rabunkach, budowie ubojni, zakupie sprzętu pożarniczego — słowem, o tym, czym żyło miasto między jednym rozkazem dowódcy garnizonu a drugim zarządzeniem burmistrza. W tle przewijają się konflikty z włodarzem miasteczka, plotki o romansach i kronika drobnych katastrof.
W drugiej części książki pojawia się zasadniczy temat: wojsko. Autorka, z wyraźnym entuzjazmem, przygląda się garnizonowi artylerii pieszej, który stacjonował w K**ku przez kilkanaście lat. Żołnierze, jak pisze, byli „zaskakująco czyści i pachnący” — efekt codziennego golenia, cotygodniowej kąpieli w łaźni. Wpajanego obowiązku dbałości o mundur i dyscypliny.
Stawia też ważne pytania. Skąd pochodzili? Z całego Królestwa — od Mazowsza po Galicję, a nawet z zagranicy. Gdzie mieszkali? W pałacu, w karczmach, u mieszczan — gdzie się dało. Ile zarabiali? Niewiele, ale wystarczająco, by wydawać na to, co najważniejsze: wódkę, tytoń i miłość.
Tu Jarosz-Romaniec pozwala sobie na ton niemal felietonowy. Odtwarza codzienność żołnierzy z humorem i szczegółem: dzień zaczyna się o świcie, kończy po nocy, a między musztrą i wartą trzeba znaleźć czas na herbatkę u miejscowej panny. W lazarecie — którego opis jest jednym z najbardziej malowniczych — rządzi doktor Borgoni, cyrulicy i posługacze. Autorka opisuje diety, procedury, szczepienia, a także choroby weneryczne, które zdarzały się częściej, niż by wypadało o tym pisać. Karczmy zaś były „centrum życia publicznego”, gdzie spotykali się żołnierze, oficerowie, pasażerowie dyliżansów i kobiety lekkich obyczajach.
W tle przewijają się dezercje, bo jak zauważa autorka z przekąsem — nie każdy miał naturę bohatera, a dyscyplina bywała bardzo surowa. A wojsko na ogół nie żyje tylko manewrami i musztrami. Ono również się bawi. Wśród rozrywek wymienia bale, polowania i „proszone herbatki”, które w miasteczku o tysiącu mieszkańców urastały do rangi wydarzeń sezonu. K**k, jak widać, żył mundurem i z munduru, z wszystkimi emocjami, jakie ten mundur niósł.
Najciekawsze rozdziały poświęcone są relacjom między żołnierzami a ludnością cywilną. To tutaj autorka najpełniej ujawnia swoje poczucie humoru i reporterski zmysł. Mamy więc podpalenie domu żydowskiego przez żołnierzy, mamy burmistrza patriotę, który niszczy mogiły rosyjskie, mamy też cały wachlarz romansów, związków nieformalnych i bigamii. Autorka nie moralizuje, a raczej notuje z uśmiechem: bo życie pisze swoje regulaminy, niezależnie od carskich dekretów. To w nim na podstawie metryk śledzi statystyki nieślubnych dzieci, a przy okazji pokazuje, że garnizon był źródłem nie tylko dyscypliny, ale i wzrostu populacji. Może to podpowiedź dla współczesnych włodarzy miast i miasteczek, które borykają się z ujemnym przyrostem naturalnym?
Zaskakującym elementem jest wątek badań DNA, który autorka wplata z odwagą i współczesnym zacięciem. To dowód, że historię można badać nie tylko przez dokumenty, lecz także przez genetyczne ślady przeszłości. W świecie, w którym nie było rozwodów, a wielożeństwo uchodziło bokiem, autorka dostrzega w tych związkach coś więcej niż obyczajowe potknięcia, raczej dowód na to, że miłość i pożądanie nie znają granic administracyjnych.
W końcowych partiach książki pojawia się nuta melancholii. Rozdziały o zgonach i emeryturach żołnierzy brzmią jak epitafium dla epoki. Statystyki nic nie mówią, archiwa milczą, a losy ludzi giną w niepamięci. System emerytalny, jak sugeruje autorka, był raczej „projektem propagandowym” niż realną pomocą. Żołnierze odchodzili w zapomnienie, często bez śladu w księgach.
Kulminacją narracji jest oczywiście rok 1830 i wybuch Powstania Listopadowego. Garnizon z K**ka rusza na front; część żołnierzy ginie, część znika w chaosie historii. Dla autorki to moment symboliczny: koniec małej stabilizacji i początek wielkiej zawieruchy, która na zawsze odmieniła miasteczko. Po powstaniu K**k traci swój militarny charakter i wraca do codzienności, z nowymi mitami, z ranami i ciszą po dawnym defiladowym kroku wojaków.
W ostatnich rozdziałach Jarosz-Romaniec wychodzi poza ramy lokalnej kroniki. Z lekką nostalgią pisze o współczesności, o tym, że w jej opowieści można odnaleźć odbicie naszych czasów: biurokracja wciąż kwitnie, społeczeństwo wciąż podzielone, a mundur nadal budzi skrajne emocje. Zamiast morału mamy cichą przestrogę: historia kołem się toczy, tylko nazwiska się zmieniają.
„Wojsko w miasteczku” to książka napisana z sercem lokalnej patriotki i piórem skrupulatnej archiwisty. Nie ma tu taniej, brukowej sensacji ani nudnego akademickiego tonu, jest za to ogromna porcja wiedzy i pasji. Autorka potrafi z metryk chrztu uczynić opowieść o zakazanej miłości, z rachunku miejskiego — o korupcji, a z garnizonowego rozkazu — o ludzkiej naturze. Dzięki niej K**k z lat 1817–1830 ożywa jak w powieści, z mroków wynurzają się eleganccy oficerowie, stateczni mieszczanie, piękne kobiety w długich sukniach i prości żołnierze z wąsami.
To opowieść o tym, że historia nie dzieje się tylko w stołecznych gmachach. A również między prowincjonalnym kościołem, ratuszem i karczmą kryje się tyle samo dramatu, co na polach bitew. I każdy, kto zechce pochylić się nad dawnymi księgami, może odnaleźć własnych bohaterów — swoich „oficerów Wickhamów” i „panny Bennet z K**ka”.

A gdyby tu nie chodziło o K**k, a Zambrów, Węgrów czy inne małe prowincjonalne miasteczko tamtej epoki? Każdy, kto lubi historię, każdy, kto zastanawia się jak żyło się w miastach i miasteczkach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego powinien sięgnąć po tę publikację.

Drodzy Przyjaciele i Znajomi, Drodzy Czytelnicy,tym z Was, którzy dziś świętują Boże Narodzenie, życzymy spokojnych, rod...
06/01/2026

Drodzy Przyjaciele i Znajomi, Drodzy Czytelnicy,
tym z Was, którzy dziś świętują Boże Narodzenie, życzymy spokojnych, rodzinnych i cichych Świąt. Niech znajdzie się w nich czas na uśmiech, na rozmowę bez pośpiechu oraz na nadzieję, która potrafi narodzić się nawet w najmroczniejszych chwilach. Szczególnie myślimy o znajomych zza wschodniej granicy, którzy spędzają ten czas z dala od swoich bliskich. Życzymy Wam, byście nie tracili wiary i nie czuli się jak wygnańcy.
Z kolei z okazji Święta Trzech Króli życzymy mądrych wędrówek, także tych wewnętrznych. Takich, które nie zawsze prowadzą na skróty, ale pozwalają odnaleźć sens, zatrzymać się tam, gdzie warto, i wrócić bogatszym o to, co najważniejsze. O miłość do bliźniego, wstrzemięźliwość w ocenianiu innych oraz szacunek dla wyznawców innych religii i odmiennych poglądów na otaczający nas świat.
Niech ten czas łączy, a nie dzieli.
Niech przypomina, że światło czasem przychodzi bardzo cicho, a słowa rzucone w gniewie trudno później cofnąć.
Z serdecznymi pozdrowieniami
Redakcja Kuryera Dworskiego

Na próg 2026 roku, jako redakcja Kuryera Dworskiego i jako skromny Skryba, chcemy życzyć Wam, jak i sobie, przede wszyst...
31/12/2025

Na próg 2026 roku, jako redakcja Kuryera Dworskiego i jako skromny Skryba, chcemy życzyć Wam, jak i sobie, przede wszystkim drogi. Nie tej wyrysowanej grubą kreską na mapie, lecz tej, która zaczyna się od ciekawości i kończy zdaniem zapisanym późno w nocy. Drogi prowadzącej przez miejsca zapomniane, boczne trakty historii, ciszę dworów, zapach lasu, skrzypienie podłóg i szept słów, które domagają się, by je wypowiedzieć i przekazać dalej.
Życzymy Wam czasu. Czasu na refleksję, na błądzenie bez pośpiechu, na zatrzymanie się tam, gdzie inni przechodzą obojętnie. Niech nowy rok pozwoli Wam czytać, a nam pisać, bez lęku, że trzeba się komuś tłumaczyć. Niech da odwagę, by zaglądać w miejsca niewygodne, i czułość, by nie uciekać od prawdy.
Życzymy Wam opowieści, które zostają pod skórą. Takich, które bolą, ale są potrzebne. Które nie głaszczą, lecz uczą patrzeć uważniej. I ludzi, którzy zechcą iść obok, choćby przez kilka stron, kilka kilometrów, kilka chwil ciszy.
Dziękujemy, że jesteście z nami. Za Wasz czas, uwagę i zaufanie. Dopóki są czytelnicy i słowa, dopóty droga się nie kończy.

Dobrego 2026 roku.
Spokojnego, prawdziwego i pełnego historii, które warto opowiedzieć.

wśród fanów

Adres

Między Mazowszem A Podlasiem
Zambrów
18-300

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kuryer Dworski umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Kuryer Dworski:

Udostępnij